Strasznie dużo kilometrów nakręcił ostatnio licznik mojego samochodu. Człowiek nawet nie miał czasu aby usiąść, pomyśleć, odpocząć. Na drodze pojawiły się nowe obowiązki, nowe uliczki i przystanki. Zanim to wszystko człowiek ogarnie i przystosuje swój tryb jazdy do nowych warunków, to trochę czasu mija. Tak to już jest, wszyscy jesteśmy tak stworzeni, że nie bardzo podobają się nam wszelakie zmiany w naszej jeździe i nieswojo czujemy się jak zmienia się widok za oknem naszego auta. Jednak każdy z nas, czeka w swoim życiu na zmianę, która przyniesie mu szczęście i lepsze życie. Jak już kilkukrotnie przemierzymy nową trasę nabierzemy odpowiednich nawyków na nowej drodze, wtedy wskakujemy w stare wysłużone koleiny i niesie nas rzeczywistość.
Kilometry mijają, my beztrosko jedziemy, nie zdajemy sobie sprawy jak to może być zdradliwe. Każda życiowa droga ma z góry określoną liczbę zakrętów do pokonania. Niektóre są łagodne i łatwe, inne zaś mogą stać się naszymi ostatnimi chwilami za kółkiem. Ale niech Was nie zwiedzie łatwość pierwszych, wbrew pozorom z tych lżejszych, łatwiej wypaść. Wszystkiemu winna jest brawura albo nieostrożność, takie zdradliwe poczucie bezpieczeństwa. Ale jak tu nie czuć się bezpiecznie jak wszystko mamy poukładane, zaplanowany każdy kilometr oraz każda minuta naszej jazdy. Czasem człowiek się zagapi, nie zauważy znaków ostrzegawczych o zbliżającym się zakręcie i zamiast skręcić kołami, pojedzie prosto pakując się w drzewa i kończąc jazdę. Na drodze nie tylko nasza nieuwaga może zakończyć naszą podróż, może to uczynić inny użytkownik drogi. Niebezpiecznie zetnie zakręt pakując się nam na czołówkę, a my ratując się przed zderzeniem zapewne wybierzemy pobocze i drzewa.
Nie tylko zakręty są niebezpieczne, czasami sama jezdnia ucieka nam spod nóg. Na swojej drodze spotykamy kompanów do jazdy, zawsze w kilkoro jest raźniej, jeden drugiego wspiera i pomaga gdy ten stanie na poboczu, a co zrobić gdy taki kompan zmienia swoją trasę? Co zrobić gdy człowiek którego traktujesz jak brata, któremu wiele zawdzięczasz, z którym mogłeś pogadać o wszystkim, który otworzył przed tobą inny nieznany świat i nagle w tym całym wyścigu szczurów stał się Twoim przyjacielem, nagle skręca w swoją bramę? Czujesz jakby ktoś szybkim i jednostajnym ruchem otworzył zapadkę pod Twoimi nogami. Pęka tryb który napędzał Twoje działania, nagle wszystko co do tej pory było poukładane nagle zaczyna się sypać, nagle zaczynamy bać się o kolejne kilometry o kolejne przystanki. W tym całym zamęcie i bólu który przeszywa człowieka, ogarnia nas szczere szczęście, że ktoś nam bliski dostaje szanse na lepsze jutro, i tylko jego radość potrafi nam ulżyć.
Trasa naprawdę potrafi zaskoczyć niejednokrotnie, zakręty, nierówna jezdnia, koty na drodze, czasem nieuwaga innym razem brawura, a czasem samo-destrukcja. Wcisnąć pedał gazu w podłogę i przypieprzyć z całych sił w mur. Warto? Jak poukładać sobie życie na nowo? Jak sprawić aby asfalt był równy i zakręty bezpieczne? Czy ktoś nie powie któregoś dnia, "bardzo mi przykro ale nie wiedziesz na ten parking" Szerokości.