Poniedziałek to dzień, który u wielu ludzi wywołuje ciarki na plecach oraz doprowadza do furii. Moje auta odzwyczaja się od kopcenia, jednak jak przystało na prawdziwe Polskie auto jest różnie, kwadratowo i podłużnie. Padła propozycja żeby zagłuszyć chęć kopcenia dobry radiem, lub dobrą muzyką. Tak się składa, że słucham przeważnie tylko jednej stacji radiowej, czasem też i konkurencji, a co do muzyki to już inna opowieść. Teraz pewnie każdy się spodziewał małej recenzji tego, czego słucham lub co chciałbym polecić.
Niespodzianka:) nie będzie żadnej "pseudo" recenzji i innego syfu. Każdy ma swoje gusta, a o gustach się nie dyskutuje. Nie jestem też żadnym godnym autorytetem*, żeby nawracać ludzkość. Nie mam również zamiaru nikogo przekonywać na siłę do swojej płytoteki, od uszczęśliwiania ludzi są burdele i kościoły. Różne są gatunki muzyki, różne są też upodobania muzyczne ludzi. Jeśli ktoś ma ochotę posłuchać tego, co kocham i przy czym najlepiej się czuję prowadząc, to jest zmuszony wsiąść do mojego auta i przejechać kawałek, a może wtedy poczuje to, co ja.
Pierwszy tydzień kolejnego sezonu serialu "Rzeźbimy coś z niczego". Przez moje auto przeleciało dziwne uczucie, które od kilku miesięcy było mi obce. Obawa, strach, to ludzka reakcja na coś nowego, na coś, co dopiero się wydarzy. Do tego dochodzi ten wyścig, którego oficjalnie nie ma, o którym głośno się nie mówi. Na swojej codziennej drodze mam kilka przystanków, nazwijmy je "parkingami". Na jednym parkingu zatrzymuje się, bo muszę, jeśli się tam nie zatrzymam nie odprowadzę składek OC i AC oraz NW, od dłuższego czasu nie mogę odnaleźć więzi, która by mnie z tym parkingiem łączyła. Przez połowę dnia nic, pustka, mechaniczne wykonywanie powierzonych mi czynności.
Kolejny "parking" jest już bardziej kolorowy jednak bardziej męczący i do tego nocny niestrzeżony. Ale daje dużo radości i kasy. Wtedy właśnie, gdy klapa bagażnika idzie w górę można posłuchać muzyki, z którą się utożsamiam, dzięki której czas na parkingu upływa w miłej atmosferze.
Jest jeszcze jeden "parking". Postój przy bulwarze marzeń, taka mała kraina rodem z dobrego pisma motoryzacyjnego. Pamiętam jak dane mi było po raz pierwszy wjechać na ten nieznany teren, małe zwyczajne auto, pośród dobrych, renomowanych marek. Uczucie podobnego do tego z podstawówki, kiedy człowiek przechodził korytarzem gdzie lekcje miały starsze klasy, ten podziw i szacunek, że oni są tacy COOL. W ten pamiętny dzień mogłem stać na tym parkingu jak równy z równym z samochodami, które nie jedną bramę w swoim życiu minęły. Gdy tak stoi się na swoim miejscu, i kiedy czuje się na sobie wzrok ludzi, którzy przechodzą promenadą, przyznaje jest to bardzo miłe uczucie. Każdy na tym placu chce być podziwiany, chce żeby jego auto wygrywało przeróżne rankingi, odnośnie wyglądu i osiągów. W takim naszym małym egocentrycznym świecie znalazło się również miejsce dla niezdrowej konkurencji. Krzywe parkowanie, zastawianie wyjazdu, obijanie drzwi, rysowanie karoserii i inne zagrania nie fair. Czy oznacza to, że aby zostać na parkingu też trzeba zacząć chamską jazdę? Robić dobrą minę do złej gry? Powiecie, że to brednia i moje wymysły, możliwe. Przewrażliwienie? Zazdrość? A może, coś zupełnie innego? Dla mnie jedna osoba, która powie za kilka lat: "pamiętasz stało tam kiedyś takie małe śmieszne autko" to ogromny sukces.
Za dużo myśli, za dużo tego wszystkiego czasem na jednej głowie a tyle kilometrów jeszcze przede mną.
Niespodzianka:) nie będzie żadnej "pseudo" recenzji i innego syfu. Każdy ma swoje gusta, a o gustach się nie dyskutuje. Nie jestem też żadnym godnym autorytetem*, żeby nawracać ludzkość. Nie mam również zamiaru nikogo przekonywać na siłę do swojej płytoteki, od uszczęśliwiania ludzi są burdele i kościoły. Różne są gatunki muzyki, różne są też upodobania muzyczne ludzi. Jeśli ktoś ma ochotę posłuchać tego, co kocham i przy czym najlepiej się czuję prowadząc, to jest zmuszony wsiąść do mojego auta i przejechać kawałek, a może wtedy poczuje to, co ja.
Pierwszy tydzień kolejnego sezonu serialu "Rzeźbimy coś z niczego". Przez moje auto przeleciało dziwne uczucie, które od kilku miesięcy było mi obce. Obawa, strach, to ludzka reakcja na coś nowego, na coś, co dopiero się wydarzy. Do tego dochodzi ten wyścig, którego oficjalnie nie ma, o którym głośno się nie mówi. Na swojej codziennej drodze mam kilka przystanków, nazwijmy je "parkingami". Na jednym parkingu zatrzymuje się, bo muszę, jeśli się tam nie zatrzymam nie odprowadzę składek OC i AC oraz NW, od dłuższego czasu nie mogę odnaleźć więzi, która by mnie z tym parkingiem łączyła. Przez połowę dnia nic, pustka, mechaniczne wykonywanie powierzonych mi czynności.
Kolejny "parking" jest już bardziej kolorowy jednak bardziej męczący i do tego nocny niestrzeżony. Ale daje dużo radości i kasy. Wtedy właśnie, gdy klapa bagażnika idzie w górę można posłuchać muzyki, z którą się utożsamiam, dzięki której czas na parkingu upływa w miłej atmosferze.
Jest jeszcze jeden "parking". Postój przy bulwarze marzeń, taka mała kraina rodem z dobrego pisma motoryzacyjnego. Pamiętam jak dane mi było po raz pierwszy wjechać na ten nieznany teren, małe zwyczajne auto, pośród dobrych, renomowanych marek. Uczucie podobnego do tego z podstawówki, kiedy człowiek przechodził korytarzem gdzie lekcje miały starsze klasy, ten podziw i szacunek, że oni są tacy COOL. W ten pamiętny dzień mogłem stać na tym parkingu jak równy z równym z samochodami, które nie jedną bramę w swoim życiu minęły. Gdy tak stoi się na swoim miejscu, i kiedy czuje się na sobie wzrok ludzi, którzy przechodzą promenadą, przyznaje jest to bardzo miłe uczucie. Każdy na tym placu chce być podziwiany, chce żeby jego auto wygrywało przeróżne rankingi, odnośnie wyglądu i osiągów. W takim naszym małym egocentrycznym świecie znalazło się również miejsce dla niezdrowej konkurencji. Krzywe parkowanie, zastawianie wyjazdu, obijanie drzwi, rysowanie karoserii i inne zagrania nie fair. Czy oznacza to, że aby zostać na parkingu też trzeba zacząć chamską jazdę? Robić dobrą minę do złej gry? Powiecie, że to brednia i moje wymysły, możliwe. Przewrażliwienie? Zazdrość? A może, coś zupełnie innego? Dla mnie jedna osoba, która powie za kilka lat: "pamiętasz stało tam kiedyś takie małe śmieszne autko" to ogromny sukces.
Za dużo myśli, za dużo tego wszystkiego czasem na jednej głowie a tyle kilometrów jeszcze przede mną.
Szerokości
*
Autorytet (łac. auctoritas - powaga, znaczenie) - pojęcie mające kilka odmiennych, choć nakładających się często znaczeń.
- Społeczne uznanie, prestiż osób lub grup bądź instytucji społecznych oparte na cenionych w danym społeczeństwie wartościach.
- Osoba lub instytucja ciesząca się uznaniem, mająca kredyt zaufania co do profesjonalizmu, prawdomówności i bezstronności w ocenie jakiegoś zjawiska lub wydarzenia.
- W kontaktach międzyludzkich osoba mająca cechy przywódcze, z wysoką inteligencją emocjonalną lub charyzmą.
- W teorii socjologicznej jeden z typów idealnych legitymizacji władzy. Zinternalizowane przeświadczenie o świętości i nadrzędności przywódcy. Por. władza charyzmatyczna
-
- Najczęściej autorytet postrzegany jest jako czynnik stabilizujący więzi społeczne i ma wydźwięk pozytywny. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, iż nadmierne zaufanie do autorytetów grozi skostnieniem poglądów a czasem nawet ich zwyrodnieniem. Brak autorytetów w danej społeczności grozi jej rozpadem lub anarchią. Istnienie w społeczności jednego, dominującego, autorytetu grozi jej faszyzacją. Zbyt wielka ich liczba zagraża atomizacją.
-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz