czwartek, 2 czerwca 2011

Po przerwie

Kilometry lecą, dni mijają a człowiek nawet nie ma czasu na skorzystanie z przydrożnego szaletu. Ciągle w drodze, ciągle marzy o swojej bramie, o lepszym świecie. Mówią, że nadzieja to matka głupich, może i tak, ale nic tak nie podnosi na duchu jak nadzieja i marzenia. Tylko one pozwalają przetrwać ciągłe zmiany na drodze, ciągłe wyzwania i problemy natury technicznej. Kolejne obowiązki, kolejne zadania, czasem czuję się tak jakbym to nie ja prowadził swoje auto, jakby pchała mnie nieznana siła, która wciągnęła w swój wir. Monotonnie? Nie koniecznie, są przecież takie sytuacje, które nie pozwalają się nudzić. Są tacy kierowcy, których określamy mianem „warszawki” lub „krawaciarzy”. Jeżdżą jak chcą, wpychają się na chama i mają w dupie innych kierowców. Jak w takiej sytuacji zachować się kulturalnie? Grac w ich grę, czy spokojnie zjechać na pobocze?
Funkcyjne nie pozwala spokojnie stać i czekać. Każdy pokonany kilometr w słusznej sprawie jest na wagę złota. Ale jak pokonać je w słusznej sprawie? Jak być dobrym liderem i pokierować innych kierowców w dobrym, słusznym kierunku? Powoli się tego uczę ja, ten, który nie wie nawet, jakiej marki są inne auta, gdzie wyprodukowali dane opony czy nawet, z jakiej taśmy zjechał najnowszy model. Są przecież inni, lepsi ich auta mają większą moc, są wybajerzone takie prawdziwe BRYLANTY.  Wyjedzie taki BRYLANT na chwilę na trasę by się pokazać w niedzielę po sumie. Na pytanie „daczo ja” kompletnie nie znam odpowiedzi, lepiej spytać tego, kto mi zaufał, może on zna na to odpowiedź. Mówiąc innym jak mają jechać, czuję się jak patrol drogówki na ciasnym skrzyżowaniu. Staram się dobrze, a wychodzi jak zwykle. Każdy chętnie by wcisną gaz i uderzył w moje auto tylko po to, by pokazać, kto tu rządzi. Są też tacy, którzy specjalnie robią pod koła, ryją koleiny. Czasem mam dość tej trasy, tak zatrzymać się, wysiąść i trzasnąć drzwiami. Powiecie: „pierdolisz, weź się ogarnij”, ale jak mówi klasyk „wista wio łatwo powiedzieć.
 Przy każdym kilometrze rośnie ryzyko, tym bardziej jak ktoś po 24 godzinach za kółkiem traci koncentrację, wtedy łatwo popełnić błąd, a jak ktoś popełnia błąd, bardzo ławo siebie lub kogoś skrzywdzić. Twoja czujność spada, w natłoku obowiązków i spraw codziennych pragniesz odmiany, zjeżdżasz na inny parking tylko i wyłącznie dla własnej satysfakcji i przyjemności nie patrząc na innych kierowców, których możesz „stuknąć” wyjeżdżając z parkingu. Teraz do tego całego kierowania dochodzi do tego jeżdżenie, i naprawianie tego, co się spieprzyło.
Mimo wzlotów i upadków, mimo lepszych i gorszych kilometrów staram się podążać do swojej „bramy”, do swojego marzenia.
Szerokości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz