Nowy tydzień, nowe nadzieje i oczywiście kolejne kilometry do pokonania. Po tygodniowy bezruchu, odpalenie auta, które przez ten cały czas stało w garażu to prawdziwa mordęga. Załapał dopiero za trzecim razem, w dodatku nakopcił, nasmrodził i prawie zalał silnik. Na niekorzyść, może być też to, że w ubiegły weekend kierowca bawił się na pewnej imprezie.
Wesele, dziwna impreza, która daje możliwość świętowania nowej drogi życia. Nawet składa się takie życzenia: wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, tylko, że to wcale nie jest nowa droga życia. Każdy kierowca ma tak, że w pewnym momencie spotka inne auto, które sprawia, że już nie chcemy jeździć sami i tułać się w pojedynkę po tych samych ulicach. Kierowca postanawia wtedy, zawrzeć związek małżeński z właścicielem tego auta, które sprawia, że nasz silnik zaczyna szybciej i mocniej pracować, a światła zaczynają nam mocniej i jaśniej świecić. Zmienia się wtedy stan cywilny, w dowodzie wbijają nam współwłaściciela auta, chyba, że podpiszemy stosowne dokumenty (intercyza). Nie zmienia się natomiast droga, po której jedziemy, inna osoba może jedynie wprowadzić delikatną korektę jazdy, ja osobiście odradzam zmieniać całkowicie życia naszej połówki. Wprawiony użytkownik drogi ma swoje nawyki, swój własny styl jazdy, jeżeli nagle przewrócimy jego świat do góry nogami, to może się to dla Nas skończyć nieciekawie. Więc mała rada: warto się dotrzeć, warto przyzwyczaić się do jazdy swojego partnera lub partnerki.
Na mojej drodze prawie wszystkie auta kolegów, i koleżanek mają już swoich towarzyszy podróży. Czy to oznacza, że i na mnie przyszła kolej? Co jest dalej? Czy inne auto za bardzo nie narzuci własnego stylu jazdy? Dziwne jest to, iż wcale nie obawiam się odpowiedzi na te pytania. Czuje bardzo dziwny wewnętrzny spokój, który ogarnia całe moje ciało. Ten znakomity stan wewnętrzny spotęgowany jest przez drugie auto u mojego boku, oraz przez wszystkie inne auta z mojego otoczenia, które już same nie podróżują.
Nasuwa się od razu inne nowe pytanie, jak to ma się to marzeń, do życiowych planów? Skoro wspólnie staramy się dostawać swoje style jazdy do siebie, czy mamy też zrobić korektę swoich marzeń? Co więc z moją bramą? Czy zdołam do niej dotrzeć i choć na chwilę poczuć ten wiatr we włosach, mknąc po nowych nieznanych pasach swojej drogi?
Wesele, dziwna impreza, która daje możliwość świętowania nowej drogi życia. Nawet składa się takie życzenia: wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, tylko, że to wcale nie jest nowa droga życia. Każdy kierowca ma tak, że w pewnym momencie spotka inne auto, które sprawia, że już nie chcemy jeździć sami i tułać się w pojedynkę po tych samych ulicach. Kierowca postanawia wtedy, zawrzeć związek małżeński z właścicielem tego auta, które sprawia, że nasz silnik zaczyna szybciej i mocniej pracować, a światła zaczynają nam mocniej i jaśniej świecić. Zmienia się wtedy stan cywilny, w dowodzie wbijają nam współwłaściciela auta, chyba, że podpiszemy stosowne dokumenty (intercyza). Nie zmienia się natomiast droga, po której jedziemy, inna osoba może jedynie wprowadzić delikatną korektę jazdy, ja osobiście odradzam zmieniać całkowicie życia naszej połówki. Wprawiony użytkownik drogi ma swoje nawyki, swój własny styl jazdy, jeżeli nagle przewrócimy jego świat do góry nogami, to może się to dla Nas skończyć nieciekawie. Więc mała rada: warto się dotrzeć, warto przyzwyczaić się do jazdy swojego partnera lub partnerki.
Na mojej drodze prawie wszystkie auta kolegów, i koleżanek mają już swoich towarzyszy podróży. Czy to oznacza, że i na mnie przyszła kolej? Co jest dalej? Czy inne auto za bardzo nie narzuci własnego stylu jazdy? Dziwne jest to, iż wcale nie obawiam się odpowiedzi na te pytania. Czuje bardzo dziwny wewnętrzny spokój, który ogarnia całe moje ciało. Ten znakomity stan wewnętrzny spotęgowany jest przez drugie auto u mojego boku, oraz przez wszystkie inne auta z mojego otoczenia, które już same nie podróżują.
Nasuwa się od razu inne nowe pytanie, jak to ma się to marzeń, do życiowych planów? Skoro wspólnie staramy się dostawać swoje style jazdy do siebie, czy mamy też zrobić korektę swoich marzeń? Co więc z moją bramą? Czy zdołam do niej dotrzeć i choć na chwilę poczuć ten wiatr we włosach, mknąc po nowych nieznanych pasach swojej drogi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz