Pogoda za oknem nie nastraja optymistycznie, a auto jak mówią słowa piosenki "tapla się w błocie". Gdy trzeba rano wstać, usiąść za kółkiem i odpalić silnik, to coś zaczyna człowieka skręcać. Czujemy wtedy wewnętrzny niepokój, z wielką ochotą zostało by się w ciepłym garażu. Ale jak to mówią koledzy "Służba nie drużba" trzeba jechać, zmierzyć się z dniem i z ludźmi, którzy również dziś nie mieli ochoty wyjeżdżać. Powiecie że to nic takiego, że da się to przeżyć, oczywiście co nas nie zabije sprawi że będziemy silniejsi, ale ile przy tym napsujemy sobie krwi. A do tego jeszcze kierowca nadal nie może się wykurować i doprowadzić do ładu i porządku. Katar, kaszel i nieustanny ból głowy, powoli zaczyna go irytować, ale są też dobre strony tego stanu rzeczy. Auto przestawia się na jazdę ekologiczną, nie trujemy się świństwem, a zaczynamy jazdę na biopaliwie. Koniec z "kopceniem"! Tylko jak wytrwać w tym postanowieniu? Co się stanie jak kaszel ustąpi i zatoki wrócą do stanu z przed choroby? W naszym kraju jest taka moda, kopcenie z kolegami na poboczach, takie przepalanie silnika. Można wtedy pogadać, pośmiać się oraz zawiązać nowe znajomości. Czy to, że auto przestaje kopcić sprawi, że więź z innymi użytkownikami drogi osłabnie? Trochę tego żal, ale z drugiej strony truć się bo inni się trują? NIE.Niech powstanie nowa moda na NIEKOPCENIE, będziemy zdrowsi a i nasze otoczenie też nam będzie wdzięczne.
Złe samopoczucie, rzucanie "kopcenia", i nawarstwianie się obowiązków sprawiają że na moment zapominam o bramie. Zaczynam się zastanawiać czy na pewno jest mi pisane choć na chwile poczuć inny świat i inną nawierzchnię pod kołami. Jest możliwość dostać się do bramy przez bagno. Jednak do bagna przymierzają się inne auta, szykują specjalne opony oraz inne gadżety, które umożliwią im poruszanie się w błocie. Niektórzy zostaną wciągnięci do bagna mimo braku starań, inni mimo starać zostaną przez bagno wyrzuceni. Niewątpliwie jest to okazja, żeby się pokazać, sprawdzić się przed finałem przy bramie. Jest jeszcze jedna kwestia, która zniechęca mnie do rzucenia się w bagno. Przypuśćmy, że bagno mnie wciągnie i pozwoli mi się w nim taplać, wtedy nie będę mógł jeździć po swojej dotychczasowej trasie, a parking po szpitalem i radiem nie będzie na mnie czekał. Wypełni się innymi autami, a moje misce zastąpi inny samochód. Nikt nie gwarantuje dotarcia do bramy, w każdej chwili bagno może człowieka wypluć jak zużytą niepotrzebną szmatę do podłogi. I co wtedy? Wrócić się nie da, miejsca zajęte. Zaczynać jazdę od początku? Od zera? Warto dla bagna? Na te pytania odpowie pewnie ktoś inny, auto które ma więcej koni mechanicznych, lepsze zawieszenie, i jest młodsze rocznikowo, auto które ma mniej do stracenia. Ja pasuje, zostaje przy tym co mam, a jak ryzykować to tylko za najwyższą cenę, którą jest nowy asfalt za bramą. Powiecie cykor, frajer, kto nie ryzykuje ten nie jedzie, czas pokaże kto ma rację.
Szerokości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz