wtorek, 14 września 2010
Pierwszy raz
Życie do złudzenia przypomina jazdę samochodem. Kiedy człowiek się rodzi, o celu jego podróży i o tym w jaki sposób będzie poruszał się ulicami życia decydują rodzice. Zostaje posadzony w foteliku, przypięty pasami i zmuszony do oglądania widoków zza szyby, które dyktowane są przez trasę rodziców. W miarę upływu lat, młody człowiek powoli wyrasta z fotelika, który robi się za ciasny i niewygodny. Dostaje w końcu szansę od ojca żeby usiąść przy kierowcy, jeżeli młody człowiek jest w miarę bystry, to zacznie z uwagą przyglądać się jak ojciec prowadzi swoje auto. W życiu jak i w jeździe samochodem, najważniejsza jest umiejętność kierowania swoim "autem", cokolwiek bo to nie oznaczało. Młody człowiek tej umiejętności uczy się właśnie od swoich rodziców. Przychodzi taki czas, że ojciec pozwala swojemu dziecku poprowadzić auto, te pierwsze samodzielne decyzje, ten pierwszy stres, ten pierwszy pot i obawy, czy jest ok. Ktoś przyjął, że z chwilą ukończenia osiemnastego roku życia, człowiek staje się pełnoletni i sam zaczyna decydować o swojej drodze. To tak jakby z tą chwilą ktoś podarował nam nasze własne auto, nasz osobisty środek transportu po ulicach życia. I od tego momentu nasze życie to ciągłe ŻYCIE W TRASIE.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ładnie. Ciekawe czy zawsze będzie ograniczała nas droga? Jeśli będziemy autem to bardziej, niż gdy będziemy mogli z niego wysiadać. Co wtedy? Czy będziemy mogli też latać?
OdpowiedzUsuń